Dziecko trójwymiarowe.

Mała ma jakieś 18-19 miesiecy, jest wieczór, dojeżdżamy do domu. W domu, w którym przewijają się polski, angielski i francuski. Zgodnie z zasadą przyjęta zaraz po narodzinach, dziecko słyszy od mamy polski, od taty francuski, a angielski przewija się gdzieś daleko, prawie że szeptem, na drugim planie. Rozmawiam z D. przez telefon i boję się powiedzieć „pain”, czyli żeby kupił chleb po pracy, bo nie chcę, żeby Mała płakała: jest głodna i zmęczona (i ma 1.5 roku, nie kontroluje emocji). Wpadam wiec na bardzo przebiegły pomysł: powiem po angielsku, to nie zrozumie. Niestety, pada słowo „bread” a dziecko na to: „du paaaain???” (wtedy jeszcze słowo „chleb” po polsku było dla niej za trudne, najpierw nauczyła się go po francusku).

Dlaczego ona zrozumiała?

Zastanawiając się nad tym, co się właśnie stało pomyślałam, że to przecież oczywiste – małe dziecko zupełnie sie nie interesuje, jakim językiem mówi (tak jak my to widzimy z perspektywy dobrze przez lata utrwalonej), ale za to bardzo interesuje się małym światem wokół małego siebie. Chleb może nie był jej całym życiem, ale na pewno dużą jego częścią (a przynajmniej instynkt przetrwania, tak mocno rozwinięty w tym wieku). Widziała nas w kontekście chleba (powszedniego haha) wiele razy, a na ów kontekst my dołożyliśmy język. Et voilà, co się wydarzyło. Dziecko zapamiętało wszystkie słowa określające chleb.

My jestesmy alfa i omega (póki co) więc jaki mamy potencjał w rękach?

No właśnie, duży. Jesli ona jest we mnie wpatrzona, to jest duża szansa ze błąd, który popełnię, ona tez powtórzy. I na odwrot. Jak Mała jeszcze była w brzuchu, usłyszałam od logopedy: słowa, żeby były zapisane w mózgu muszą być wypowiedziane. Nie tak jak wiedza pasywna, czyli coś tam dzwoni, ale nie wiadomo, w którym kościele (czyli, ty do mnie mów po polsku, a ja ci odpowiem po francusku). Dlatego, wszystkie słowa, ktore Mała przynosila ze żłobka albo przedszkola, tłumaczyłyśmy w domu wieczorem na polski. Mówiłyśmy po polsku w nocy (tak, w marach nocnych typu: brzuch mnie boli, mogę siku?, właśnie zwymiotowałam), w sklepie pełnym Francuzów (tak, w kolejce gdzie wszyscy nas słyszą i się na nas gapią, przy kasie jak kasjerka nas obsługuje), przy rodzinie francuskiej (przy stole wigilijnym, komunii, chrzcinach, itd itp…) i wszystkich innych codziennych sytuacjach. I Mała powtarzała, z czasem juz zupełnie automatycznie, każdy zwrot, który ja mówiłam po polsku, a ona jeszcze nie znała. A ja (również żeby ją nauczyć grzeczności), we wszystkich sytuacjach zawsze zwracam się do osób, które uczestniczą z nami w wydarzeniu, że nie robimy tego, bo nie jesteśmy uprzejme, ale dlatego że tak funkcjonuje mózg dziecka, i że inaczej Małej będzie trudno być osobą dwujęzyczną.

Biją brawo.

Ludzie uwielbiają rozmawiać o dwujęzyczności. W naszej, już ponad pięcioletniej przygodzie nie spotkałyśmy się jeszcze z nikim, kto by nie zareagował pozytywnie na ten komentarz. Małej dodaje to skrzydeł. W szkole jest znana jako Polka, bo ludzie bardzo lubią być postrzegani w kontekście europejskim i bycie takim samym nie jest juz tendencyjne. Nianki w żłobku, pełne zrozumienia, uczyły się mówić proste słowa, bo po prostu miały na to ochotę.

Alfa i omega po raz drugi.

Skoro to od nas tak wiele zależy, to dowiedzmy się więcej o dwujęzyczności. Czy je się ją z musztardą czy z keczupem? Można przecież zaufać Anglikom w sprawie trawnika albo Włochom w sprawie pizzy. Logopedom w sprawie mowy, psychologom w sprawie rozwoju, ludziom z doświadczeniem, w sprawie często powtarzanych błędów. A zasada (opracowana i potwierdzona) jest prosta: każdy rodzic mówi w swoim języku przez cały czas, bez wyjątków. Nie akceptuje odpowiedzi w jezyku obcym a dziecko powtarza nowe słowa. Więcej cudów nie ma. Tylko ten jeden jeszcze, w głowie naszego małego, widzącego świat z perspektywy poznania, instynktu przetrwania i zaufania dzieciąteczka. Mama jest z Polski, lubi mówić po polsku, jest naturalna po polsku i opowiada najlepsze żarty po polsku. To ja tez 

Ile to pracy?

Jak sobie nie posłodzę herbaty, to jest gorzka. Jak nie nauczę mojego dziecka mówić po polsku, to ono nie będzie mówiło po polsku. Jeszcze nie widziałam, żeby ktoś przenosił siłą rozumu, zrozumienia, miłości, lub jakiejkolwiek innej emocji, łyżeczkę sama do cukierniczki, nabierał nią cukru i tą samą siła unosił ją w powietrzu i wsypywał do herbaty. Niektórzy to znaja z pracy, inni z domu: jak sobie czegoś nie zrobisz sam, to tego nie bedziesz miał. Nawet najlepsza pani nauczycielka, w najlepszej szkole (Polince ;) ), ani super babcia nie zrobi za nas tego, co w relacji pełnej zaufania rodzice mogą zrobić wraz ze swoimi dziećmi.

Jeszcze więcej pracy…

Ok, to już wszystko wiem, teoria jest prosta. Wydaje się prosta. Ale jak to jest w praktyce? Czyli, ile można gadać i przecież nikt oprócz nas nic nie rozumie??? Ta część jest dla mnie największym wyzwaniem, bo nie każdego dnia mam ochotę na bycie radiem „Wolna Europa” tudzież na wcielanie się w rolę tłumacza symultanicznego, słyszącego inny język na każde ucho i odpowiadającego dwóm osobom na jednym wydechu. Uprzejmość, której chciałabym nauczyć moje dziecko zobowiązuje mnie do tłumaczenia wszystkiego naszemu bardzo ważnemu członkowi rodziny, ktory po polsku niestety nie mówi. Mi się buzia nie zamyka, a D. się denerwuje, że nie wie o czym my mówimy. Uroki życia w rodzinie międzynarodowej… On czeka, a ja nabieram oddechu. Aż do momentu, gdy Maleństwo rośnie i zaczyna tłumaczyć samo  Co za emocje! Pięcioletnie maleństwo z dwuletnim doświadczeniem tłumacza symultanicznego!

Dwujęzyczność to jest styl życia.

Ludzie z dziećmi dwujęzycznymi to ludzie dumni z tego, kim są. Nie mówię tu o byciu dumnym z pierogów albo z Małysza. Raczej z rodziny (babcia i dziadek w swojej starości nie rozmawiają z wnukiem w tym samym języku?), dzieciństwa (tak, przetrwało się ten komunizm i durnych nauczycieli każących wszystkiego nauczyć się na pamięć), polskich przyjaciół, którzy w młodości mieli na nas ogromny wpływ, i wszystkiego tego, co w Polsce sie wydarzyło. Ciepłe Wigilie, szalone wakacje, pierwsze piwo (pierwszy raz?), liceum, studia, kultura, tradycja, nawet religia. Wyliczać można długo. Wiem, są jeszcze rzeczy, z których nie jesteśmy dumni (tu ciśnie się na usta litania), jednak nic nie jest tylko biało-czarne (ani biało-czerwone haha).

Tak lub nie. 1 lub 2.

Szkoda mi zawsze, jak muszę gdzieś być na pół. Czasem nie mam wyjścia, ale staram się działać według priorytetów. Co komu podarować? Dzieciom pracę? Sobie przyjemność? Dzieciom rozwój, sobie satysfakcję? Sobie dodatkowy trud, dzieciom samozadowolenie? Postanowiłam, że język będzie moim priorytetem, ponieważ sprawia, że moje dziecko jest mądrzejsze. Wtedy, kiedy słowa zapisują się w mózgu Małej, tworzą zwoje neuronów, które w przyszłości pomogą jej w nauce innych rzeczy, języków również. Kto nie chce tego, co najlepsze dla swojego dziecka? My jesteśmy pierwszymi, naturalnymi nauczycielami, którzy pokazują, że uczyć można się nawet w życiu codziennym. Tak naprawdę ta praca to wcale nie jest aż taki wielki wysiłek, jak już jest się w tym rytmie. Mała marudzi bardziej, jak ma posprzątać pokój, niż jak ma powtórzyć poprawnie zdanie po polsku.

Magda GUINARD

Drodzy rodzice,

Jak co roku, szkole Polinke odwiedzi Swiety Mikolaj. Wizyta jest zaplanowana na 9 grudnia. W ten dzien nie bedzie zajec, spotykamy sie o 10 rano (impreza jest przewidziana do godziny 12.30). Prosze przyniesc prezenty do 15 Euro, ktore zbierzemy w worku przed zajeciami, w salce z ksiazkami.

Rodzice, ktorzy chcieliby zapisac swoje pociechy na udzial w Mikolajkach proszeni sa o przeslanie krotkiei informacji mailowej na adres: ecolepolinka@gmail.com.  

Do zobaczenia! Ho! Ho! Ho!

Ekipa Polinki

WitajW sobotę 23 września  odbędą się „drzwi otwarte” w Polskiej Szkole „Polinka” w Tuluzie. Podczas spotkania będzie można zapisać dzieci na zajęcia w roku szkolnym 2017/18. Dla uczniów będą przewidziane warsztaty plastyczne. Spotkanie zaczynamy o godzinie 10.30 w:

Maison de Citoyenneté, 4 place du Marché aux Cochons, 31200 Toulouse (Metro B – stacja Minimes Claude Nougaro)

Prosimy o potwierdzenie obecnosci drogą mailową

ecolepolinka@gmail.com

Do zobaczenia

Ekipa Polinki

 

Wizyta Pani Konsul

2017-04-22-014-Visite Consul Pologne22 kwietnia przybyła do nas z wizytą Pani Joanna Kozińska-Frybes, Konsul Generalny RP w Lyonie. Przedstawiliśmy jej naszą szkołę, to, czego i jak się uczymy, pokazaliśmy też zdjęcia z różnych szkolnych wydarzeń. Omówiliśmy bieżące sprawy, po czym Pani Konsul zamieniła słowo z każdym dzieckiem i porozmawiała z nauczycielami i rodzicami.

 

 

Wielkanoc

W sobo2017-04-01-001-Wielkanoc Polinkatę 1 kwietnia mieliśmy ostatnie spotkanie przedwielkanocne. Jak co roku spędziliśmy czas w gronie nie tylko dzieci uczęszczających do szkoły, ale także ich rodziców oraz przyjaciół Polinki, tym razem nawiązując do folkloru. Czytaj dalej

Najbliższe zajęcia w Polince

Brak zdarzeń do wyświetlenia.

Adres/Adresse

Zajęcia odbywają się:
Les cours ont lieu:
Maison de la Citoyenneté
4 place Marché aux Cochons
31200 Toulouse

Telefon i email kontaktowy
Télephone et email de contact:
ecolepolinka@gmail.com
+33 6 82 74 84 16

Formularz kontaktowy
Formulaire de contact